KategoriaLiryka

Skarpetki 55

S

To banalne westchnienie nad losem nielekkim
w każdy szary poranek, na urwisku łóżka
gdy pozostało tylko założyć skarpetki

bez nadziei, że jutro ktoś tę passę przetnie
że w rześki okrzyk zmieni jakaś dobra wróżka
to banalne westchnienie nad losem nielekkim

Lecz może z drugiej strony warto dożyć setki
gdy cena jest tak niska – jedna, druga nóżka
skoro zostało tylko założyć skarpetki

potem wstać, wyjść, nie myśleć ani chwili przed kim
trzeba będzie ukrywać ​na nerwów koniuszkach
to banalne westchnienie nad losem nielekkim

skoczyć z krawędzi łóżka wierząc, że to nie klif
że gdzieś poniżej czeka bezpieczna poduszka
że pozostało tylko założyć skarpetki

Szarość, ruch na ulicy i sygnał karetki
a nas nadal uwiera z uporem okruszka
to banalne westchnienie nad losem nielekkim
gdy pozostało tylko założyć skarpetki

Suchowilgotność

S

W jedne noce językiem suchym
nie ukoi papierowych ust
na pościeli trzeszczącej jak chrust
niemo krzyczy w szarzejący sufit

W inne noce okna mdleją od pary
gdy opada i się wznosi na nowo
blady sufit rozgwieżdżają nad głową
reflektory nocnych autokarów

Potem może na boku się kładzie
w sen zsunięta, zdyszana, na skrót
w wibrującej jeszcze w środku ekstazie

drażni śpiący już, mruczący głód
kiedy niczym kark tygrysa gładzi
roziskrzone wnętrze swoich ud

Twój kierowca zaraz podjedzie

T

Więc buty. Nagle i na jednej nodze
i niesforne sznurówki. Oto trzeba jechać
choć nadal mnie otula ciepło przedpokoju
i mam ten tradycyjnie niezapięty guzik

czapka, torba, telefon
zamykana bramka

Nic nie mów Vladimirze
jeszcze mnie tu nie ma
rozumiesz Vladimirze jeszcze jedną chwilę
czuję na szyi krawat przytrzaśnięty drzwiami
i szok jak po wpadnięciu w wieczór
jak w przerębel

Jedźmy nie rozmawiając.
Mam teraz na ustach
za dużo żeby choćby
wypowiedzieć słowo.

Stary dobry Ozzie

S

Z wiekiem zasypiam w coraz większym strachu
że się obudzę w jakimś obcym mieście
gdzie w innych miejscach będą skrzyżowania
poprzestawiane domy i ogrody

że bezlitosna cioteczka Entropia
wyrwie mi spod stóp latający dywan
że się pogubię na ruchomych schodach
i zlikwidują znajomy przystanek

Bój się każdego przymrużenia oka
bo zmienią rzekę, bo przeniosą góry
wszystko co sobie gdzieś tam położyłeś
włożą na pawlacz zniosą do piwnicy

wszechświat ma bardzo niespokojne nogi
i tylko patrzeć kiedy cię nadepnie.

Tao Srao

T

(tłumaczenie wiersza “Proportion” Ursuli le Guin)

Nie przejdziesz świata na szpileczkach
osłabniesz w saltach i hołubcach
a każda twoja pokazówka
szlachetny zryw – nie będzie wieczny.

Zadowolenie zetrzyj z gęby
bo czas ci w nią kułakiem walnie
A każdy rozwój personalny
zwinie się samoczynnie w kłębek

To wszystko tak się ma do Tao
jak do roboty ma się nierób
ma się jak wino do kakao

a do przeróbki ma się przerób
więc weź ty się ogarnij. Now.
I taoisto – weź tak nie rób

Zielone szerokie okna

Z

Moje okna wychodzą na zorzę południa
kiedy bawi się strzępkiem szmaragdowych wież
zmieniając wino w absynt. Miał dziś padać deszcz
ale w tej sytuacji padać mu jest trudniej

więc płoną stare śmieci wokół Siemianowic
więc zaschło w gardle chmurom. Szmaragdowy blask
po dachach szarych kamienic ślizga się raz po raz
do taktu absyntowych wróżek w mojej głowie

Więc powiedz sama jak tu do poduszki skłonić
skroń kiedy za zewnątrz i w głowie się kopci
jak się przed bezsennością do świtu obronić

chyba tylko nadzieją że gdzieś tam za oknem
ta co szmaragd kołysze i zamyka w dłoni
tonuje to całe szaleństwo czerwonym paznokciem

Skuteczność plastikowych kruków

S

Jeszcze wczoraj siedziałeś na ramieniu Odyna
Jak mroczna Myśl jak Pamięć o bezszelestnej
Śmierci.

Kruk na wysokości
jego ekscelencja

Nevermore

Lecz bogowie demony to strachy na wróble
chińskie dewocjonalia z lichego plastiku
kupione na aliexpress za euro czy ruble
na karton na panteon
od jednego kliku

Klik. Rozpościeram skrzydła
moje imię – bezlik
gdybym siał albo orał
siałbym pewnie wiatr.

Słabo

S

…słabo więc do Ciebie piszę
ponad zaspą nagłej drzemki
ponad szumem ledwie wiszę
jestem ledwie
jestem miękki

jestem świeżo urodzony
z rozpadliny w białej kołdrze
jeszcze w sobie półprzymknięty
myślę wolno
i niemądrze

rozsypane klocki liter
przeszukuję wzdłuż i wszerz
urodzony z białej kołdry
pogrzebany pod sufitem
piszę słaby
słaby 
wiersz

Więc teraz

W

Więc teraz gdy mnie widzisz, czujesz się nieśmiała
jeszcze bardziej niż wtedy kiedy byłem tylko
elektronową smugą, rozmazaną chwilką
przystanią by cumować gdy wokoło hałas

Więc teraz już mnie widzisz żem niebieskooki
i słów już nie wypowiesz, które w oczy czarne
rzuciłabyś bez trudu. Już nie tak bezkarne
są wszystkie Twoje zdania, moich słów potoki

noc nie jest już tak ciemna, dni nie takie parne
i mgła mnie nie osnuwa. Jestem bardziej sobą
i płoną już wieczorne, uliczne latarnie

a nitka naszych rozmów staje się osnową
kiedy na Twym ekranie stają w rzędach karnie
kolorowe piksele w sukurs moim słowom

Zrób mi wiersz proszę

Z

Kiedy mnie już przełożysz zakładką języka
Odkładając na noc na najwyższą półkę
A rano kawę wypijesz, jajko na twardo zjesz
Zrób mi to
Zrób mi wiersz

Będę na niego czekać za zagiętym rogiem
Strony na której skończyłeś
Nie żaden wielki poemat
Opowiedz mi jak było
Gdy mnie przez chwilę nie ma

Rankami bywam nieopisana
Nieoznaczona i mglista
Zrób mi wiersz
Będę nim błyszczeć

Kategorie

Instagram