KategoriaLiryka

Dziwne przepływy finansowe

D

Boli mnie dzisiaj głowa i jestem trochę nieżywy
bo wczoraj z kolegą z wojska śledziliśmy dziwne przepływy.
Kolega przyszedł chmurny i stwierdził że podejrzewa
siebie samego o udział w tych właśnie dziwnych przelewach
albowiem gdy doszedł do siebie w czwartek, w porze kolacji
dostrzegł na drżącym ciele ślady tych operacji.

A ocknął się na podłodze, z Kossakiem w formie chomąta
bo żona stwierdziła że przelał całą zawartość konta
i na nic zdały się płacze że miał intencje czyste
tudzież zrzucanie winy na Waldemara – lobbystę,
bo w ramach walki z układem i zdeterminowania
kolega zmuszony jest szukać nowego kąta do spania.

Boli mnie dzisiaj głowa. Nie lubię takich poranków
bo skutkiem dziwnych przepływów migrenę mam jak w banku.

Ciszej nad tą trumną!

C

… popatrz nowego przynieśli. Tuwim wczoraj mówił
że po tym piątkowym piciu wprost mu pęka czaszka
… a wpadnij może jutro na kości do Staszka?
… znów mi wysmarowali płytę pastą Buwi

… ja za życia na kwiaty byłem uczulony
na śmierć bym się tu zakichał gdybym wciąż miał płuca
… a słyszałeś? Ślimaki znów obsiadły Prusa…
… no i mnie pochowali zaraz obok żony…

… a ponoć zaprosili Komedę na chrzciny…
… inspiracja muzyką późnego baroku…
… pan dzisiaj tak dostojnie i młodzieńczo siny …

… nie wytrzymuję długo tak na jednym boku …
… bo tu chodzi o miłość Jontka do Haliny…
urocze są Powązki o tej porze roku …

Doniesienie w sprawie napisów

D

Droga Policjo uprzejmie donoszę
że sąsiad z góry mój, Jarosław Kokuł
jest amatorskim autorem napisów
i publikuje je u nas na bloku.

Chciałbym nadmienić też że Zofia Zsiadło
przedwczoraj na balkonie po drugim śniadaniu
wspomniane wyżej napisy przeczytała na głos
biorąc tym czynny udział w ich rozpowszechnianiu.

Ponadto zauważyłem że nasz gospodarz domu
wczoraj wczesnym wieczorem gdy wracał z nabożeństwa
naklejał ogłoszenie na kartce z szarego kartonu
dopuszczając się przez to niszczenia dowodów przestępstwa.

Uprzejmie zatem proszę by tę całą szajkę
skierować prędko na dietę z więziennego jadła.
Proszę nie odpisywać bo jestem uczciwy
i napisów nie czytam. Wolę słuchać radia.

Duszoszczipatielność

D

Ucichają z wolna katiusze
i nastaje mglisty październik
w październiku pułkownik Duszew
nadzwyczajnie duszoszczipatielnyj

Patrzy mgliście, gra na bałałajce
i w fotelu bujanym się kiwa
gdzie mu teraz w siwej głowie kitajce
gdzie mu w głowie jakaś ofensywa

Ani w mordę strzeli ordynansa
ani w tyłek pokojówkę klepnie
woli teraz siąść do preferansa
niż prowadzić działania zaczepne

To od zawsze dla białogwardzisty
niebezpieczny miesiąc ten październik
taki jakiś poetyczny i mglisty
i niezmiernie duszoszczipatielnyj…

Kot dyktatora

K

Wsiadając do służbowej Lancii
patrzy w okno – to codzienny schemat
czasem każe kierowcy kwadransik
jeszcze poczekać. A jego nie ma.

On nie patrzy. Na tle białej firanki
nie przeciąga się czarną plamą
a to wszak dla jego oczu ten bankiet
limuzyna i borowcy. Znów to samo.

A w mieszkaniu nastawiony na jedynkę
telewizor gdzie wołają “Wodzu prowadź!”
On nie patrzy. Tylko śpi lub żuje szynkę
i nie można niczym mu zaimponować.

Dyktatorowi łamie się głos. Dyktator nie rozumie
skandując do mas groźne słowa na trybunie ze złota.
Dlaczego on nie patrzy. Dlaczego w tym tłumie
nie ma jego czarnego kota.

Nie mam wolnej ręki

N

Nie mam wolnej ręki by teraz się tobą zająć
muszę ją trzymać na pulsie spraw, aktualnych wydarzeń
więc nie mogę zająć się tobą. Tym bardziej że jesteś z marzeń
i to w dodatku takich które się nie spełniają.

Poczekaj tylko do zmroku. Przyjdę sam
i z zamkniętymi oczami będę cię karmił sobą
swoją krwią, swoim mózgiem, myślami i wątrobą
wszystko czego ci trzeba – mam.

Ale na razie upadają mi imperia i gasną światła miast
i nie mogę cię teraz objąć żeby nieba nie wypuścić z garści
a błękit i pulchne chmury ocierają mi szyję jak głaz

musisz poczekać aż zgasną. Przyjdę sam. I masz się nie martwić
tym jak jesteśmy niepełni. Raz po raz
tak bardzo porozdzierani, tak na mankietach przetarci.

Garnek i świnka (Cyklady)

G

to była dobra wyspa tak okrągła
jak brzuch kobiety jak leżąca tarcza
czasem nocami mruczała nam sennie
i kołysała nasze małe śmierci

nasi mężczyźni o czerwonych
plecach pierwsi poczuli powiew podniecenia
nagle żaglowcom wyrastały piersi
dłonie garncarzy kształtowały biodra
a nam kobietom okrąglały brzuchy
białe i święte i rosła w nas pewność
że oto idzie poród i poczęcie
że wyspa rodzi następne stulecia

pakujemy się

wszystko co jest nami
musimy przewieźć gdzie indziej
nie wolno uronić pierścionka monety
przepaski do włosów nic co zostawione
mogłoby nas w przyszłości skłaniać do powrotu

cały nasz żal zabieramy ze sobą
choć czerwone ramiona naszych wioślarzy
jednogłośnie uchwalają irytację
nie zostawimy nawet niepotrzebnych
drobiazgów starych prezentów dziurawej sukienki
wazy na wichry z ułamanym uchem

morze trzeszczy

i mimo wszystko obracamy głowy
w których kołują rzeczy zapomniane
ten stary garnek co stał na podwórzu
i chora świnka w zagrodzie od morza

Niepoznaki

N

Na ciepłej skórze kaligrafujemy
ludzkim paznokciem, porzuciwszy pióra,
człowiecze znaki,
których nie poniesie
martwy pergamin ni szumiący papier,
których nie sposób inaczej zapisać
jak wolnoschnącym atramentem krwinek
na obróconej z wolna stronie dłoni.

Bez pośrednictwa szpiczastych patyków
białej próżności łabędziego pióra
złożonej składni, klatki alfabetu
dajemy sobie
ciągle nowe znaki

Los włos

L

Żył kiedyś Samson. Przed laty.
Facet niezmiernie kudłaty.
Do chwili kiedy Dalila
z tych kudłów go ogoliła.
A wtedy na jaw wyszedł fakt
że akt Samsona – żaden akt
że siła jego – żadna siła
jak go Dalila ogoliła.

Żył potem Danton. Też dawno.
Perukę nosił zabawną
Do chwili gdy na szafocie
ją stracił. Naprawdę sto pociech –
bo wtedy na jaw wyszedł fakt
że takt Dantona – żaden takt
że mowa jego – żadna mowa
jak szafot spadł i poćwiartował.

Żyły mamuty. Czwartorzęd.
Co włosiem oraz porożem
zachwyt wzbudzały. Do chwili
gdy ludzie mamuty wybili.
I wtedy na jaw wyszedł fakt
ze kiepski słonia z włosiem pakt
A w konfrontacji z chartem gończym
przeszkadza owłosienie kończyn.

A teraz już najwyższa pora
by morał wam wyciągnąć z wora:
że w Polsce, Francji i Egipcie
kudłaci kończą się najszybciej
a na wolności czy też w ZOO
jak małpą być to tylko gołą

Oryginał

O

Wystawnie jak w kalejdoskopie
tonie w oklaskach wielka sala.
Don Kichot z Manchy sprzedał kopię
za złoty krążek. Za reala.

Zaakceptował przebudzenie
z głową w nocniku, nie w szyszaku.
Don Kichot z Manchy sprzedał kopię
którą rachował łby wiatraków

Na archipelag wysp sobaczych
zamierza przenieść się na stałe.
Don Kichot z Manchy sprzedał kopię
i już nie będzie oryginałem.

Kategorie

Archiwum