Ogorzała greczynka z Delf
zwykła marzyć o elfach. Elf
to ma oczy gołębie
i ma w sobie tę głębię
nie jak mąż mój – zaledwie szelf
Blondynka z Kolonii
Nieduża blondynka z Kolonii
miewała skłonności do koni
że aż płonęły jej uszy
lecz Hermann – tamtejszy koniuszy
w maneżu firanki zasłonił
Węgierka z Nyíregyháza
Raz węgierka z Nyíregyháza
rzekła: “Wcale mi to nie przeszkadza
żeś niewielki i ryży
że cię trapi ból krzyży
lecz ferrari – to dla mnie baza”
Wieje
Jak w uszkodzonym projektorze tkwi w mojej głowie taki kadr:
jest jakaś łąka, kwiatek jakiś, być może pszczoła albo żuk –
ja i ty wiosną. Tak odmienni, że między nami wieje wiatr.
Myślę że ta różnica ciśnień to nasz ogromny w wiosnę wkład
cieszy mnie wiatr co czochra włosy, niedomkniętego okna stuk.
Jak w uszkodzonym projektorze tkwi w głowie taki właśnie kadr:
wiatr – bat na zimę, gwizdający na wszystko likwidator zadr
rozganiający cumulusy, to znów łaszący się do nóg –
czterech nóg wiosną. Tak odmiennych, że między nimi wieje wiatr.
I nawet gdyby przy okazji, dzban jakiś lub kieliszek spadł
przez wiatr co i stuletnie dęby wygina w naprężony łuk
cóż z tego kiedy w mojej głowie tkwi niewzruszenie taki kadr.
Machają mu na powitanie szal w kwiaty, macha rąbek szat
rozwiane są już wątpliwości, zwiała depresja (straszny mruk)
ja i ty wiosną. Tak odmienni, że między nami wieje wiatr.
Więc pora zmienić grata zimy na przedwiosenny chłodny grad
obciąć paznokcie i przed lustrem ułożyć usta w zgrabny ciup.
Jak w uszkodzonym projektorze tkwi w mojej głowie taki kadr:
ja i ty wiosną. Tak odmienni, że między nami wieje wiatr.
Lubię drony
W berżeretkach, balladach, canzonach
Bardzo rzadko jest mowa o dronach,
są latawce, dmuchawce, balony
a gdzie są drony?
Drona dola by prędko ci zbrzydła
bo gdy śmigła masz bracie nie skrzydła
w ptaków nikt nie powita cię klubie
za to je lubię
A gdy silnik im głośniej zawyje
każdy na nie wylewa pomyje
że spokojnym spać ludziom nie dają
tylko fruwają
Ale drony to znoszą z godnością
wszak ich nośność się łączy z głośnością
więc obelgi łykają dość gładko
i są ponadto
Kiedy lecą w dal – wiedzą dokładnie
że sygnału moc zaraz im spadnie
że nie dla nich są szlaki bocianie
bo sił nie stanie
I myśl w głowach nie świta im dzika
żeby tak nadużywać wirnika
by się wznosić hen ku stratosferze
to mnie w nich bierze!
Żaden dron się też nigdy nie łudzi
że się uniezależni od ludzi
i pod jakąś przychylną mu gwiazdą
uwije gniazdo
Drony fruną z godnością nad miastem
żadne miasto im nie jest za ciasne
i w tym właśnie zaznacza się dronia
autoironia
Nie są jak latające talerze
stal nierdzewna w nich szumi, nie pierze
gdy pogoda popsuje się nieco
one polecą
Wiedzą że nie poradzą nic na to
jak pojemny jest akumulator
i że zasięg ich droniej anteny
już się nie zmieni
W berżeretkach, balladach, canzonach
Bardzo rzadko jest mowa o dronach,
a ja mam taki gust wypaczony
że lubię drony
Drony lecą nad miastem z mozołem
nie pomyli nikt dronów z sokołem
lecz przynajmniej ich nikt nie oskubie
za to je lubię
za to je lubię
Niewiasta z Ypres
Zażywna niewiasta z Ypres
raz pojechała na Cypr
Wróciwszy mówiła – lepsze
w tym naszym Ypres jest powietrze
na Cyprze lepszy szypr*
*w zasadzie szyper ale w Ypres się nie znają
Inna baba z Kóz
A inna baba z Kóz
napadła na radiowóz
i mówi “Szłam sobie na skróty
a tutaj widzę koguty
chodźcie chłopaki na gruz”
Personel naziemny z Okęcia
Personel naziemny z Okęcia
uwielbia pozować do zdjęcia
z kolei ten z Santa Cruz
zdejmuje zupełnie bez póz
Rzecz trudna to do pojęcia.
Chytra baba z Kóz
Raz chytra baba z Kóz
zwoziła wozem gruz
w dosyć frywolnej bluzie
w efekcie na tym gruzie
posiadł ją rolnik z Brzóz
Wyjście na ląd
Daję się wiązać do masztów. Wieczorami
mimo ostrzeżeń odpowiednich władz
spaceruję po ostrych klifach
tam gdzie w morzu nigdy nie wysycha
Twoja scena. Twój płaski głaz
Ty wtedy śpiewasz tak
że z nieba spada ptak
Powinienem się rzucić w dół
zafurkotać i zniknąć w toni
całe życie za kobiety pół
całe życie za kobiety pół
jedna myśl mnie od tego chroni
Komu zaśpiewasz kiedy umrę
kiedy północną przerwiesz ciszę
i półkobieco skonstatujesz
że Cię nie słyszę
Kiedy za całą ci widownię będą dwa kraby
trzy ryjówki i jakiś na umyśle słaby
wieśniak co wraca z potańcówki
Doprawdy – lepiej moja Miła
byłoby zrezygnować z głębi
zewoluować ogon w nogi
i przyjść tu zanim się przeziębisz
A gdy za morzem żal zakwili
w jakiś poranek mgłą zasnuty
wiedz żeśmy tu już wymyślili
coś co pocieszy Cię po chwili:
buty
