AutorRafał Fagas

Znane kobiety nago 2

Z

Wietrzę spisek. Jakiś dobry człowiek wrzucił gdzieś link do mojego bloga za co jestem mu niezmiernie wdzięczny. Jednakże, ponieważ każde radosne wydarzenie zdaje się mieć swoją ciemną stronę, link ów nosi tytuł: “Znane nago” co stawia mnie w swego rodzaju sytuacji przymusowej jako że ludziska tu teraz wchodzą i oczekują choć odrobiny znanej golizny.

Mus to mus. Niniejszy wpis będzie krótkim wykładem na temat: “Jak rozebrać znaną kobietę”.

Rozebranie znanej kobiety różni się nieco od rozbierania kobiety nieznanej. Kobietę nieznaną zazwyczaj wystarczy “zapoznać”, natomiast do rozebrania kobiety znanej potrzeba wiele sprytu lub/i kwalifikacji. Stosunkowo najłatwiej mają malarze (zwłaszcza francuscy) i znani fotograficy. Można powiedzieć, że w ich przypadku o wiele trudniej jest utrzymać kobietę w ubraniu niż ją rozebrać. Jest to stanowczo najszybszy sposób rozebrania znanej kobiety, znany jako sposób “na mansardę”.

Drugą grupą zawodową, której członkowie są uprzywilejowani pod tym względem są lekarze, ze szczególnym uwzględnieniem ginekologów i chirurgów plastycznych. Ale nawet cwany stomatolog da radę (tylko po co rozbierać Angelinę Jolie z zapaleniem okostnej?).

Pewne szanse mają również krawcy, zwłaszcza ci od bielizny. W ich przypadku jest to jednak bardzo niebezpieczne ze względu na trzymane w zaciśniętych ustach igły i wysokie prawdopodobieństwo zachłyśnięcia się w przypadku dopięcia celu i rozpięcia znanej kobiety. A potem to już wiadomo – perforacja układu trawiennego i ogólne nieprzyjemności a przecież nie o nieprzyjemności w tym wszystkim chodzi.

Kolejny sposób to być bodyguardem znanej kobiety. Jak sama nazwa wskazuje, stanowisko owo zakłada “strzeżenie ciała” pracodawczyni. Dzięki tej lingwistycznej wiedzy (którą powziąć da się z każdego słownika angielsko-polskiego dostępnego w sklepach) możemy w różnych stosownych dla nas momentach dokonywać obchodu strzeżonego terenu i zaglądać w różne zakamarki przyświecając sobie latarką. Wszyscy strażnicy tak robią.

Jest jeszcze jeden, niezawodny sposób na rozebranie znanej kobiety: trzeba być wirusem grypy. Wirus grypy potrafi rozebrać każdego bez względu na popularność, płeć, zamożność czy kontakty w showbusinessie. I gwarantuje spędzenie ze swoją wybranką co najmniej kilku gorących i bezsennych nocy.

Czego wszystkim życzę.

Dreptak wietrzy spisek

D

Gdy ślubna małżonka Dreptaka
spytała gdzie trzyma polisę
a rdza (mać jej taka owaka)
przeżarła wahacze mu w Nysie
to Dreptak zajęczał, zapłakał
i zaczął wietrzyć spisek.

A kiedy swój krawat w gruszki
zobaczył w pobliskim lombardzie
i urwał się dzyndzyk od puszki
gdy piwo chciał wlać w suchą gardziel
to obaw o spisek nie uśpił
lecz wietrzył go jeszcze bardziej.

Zaś gdy polecone listy
nadeszły do Dreptaka
a w pewien wieczór mglisty
zakrztusił się kością z kurczaka
to spisek był wręcz oczywisty
i wietrzył go już na pewniaka.

Na szczęście była właśnie zima
i mróz zapierał w piersiach dech.
Spisek wietrzony nie wytrzymał,
wziął się przeziębił a potem zdechł.

Morał jest taki: gdy cię życie
zdrowo poszarga i podepcze
to nie czuj się jak agent Mulder.
I wyjdź na świeże powietrze.

Dreptak prowadzi brutalną politykę

D

Mój chłop to jest dopiero brutal – rzekła Eugenia Dreptak
do znajomej z parteru gdy wyszła rankiem na deptak.
Z pozoru taki uprzejmy że weź go przyłóż do ran
ale jak przyjrzeć się bliżej to brutal, prostak i cham.

I żmija! Niby się płaszczy, przeprasza, pada do nóg
a wczoraj jak zmywał naczynia to talerzami się tłukł
a z oczu to pani kochana aż krzesał iskry dzikie
że z tego zdenerwowania to mi się rozmazał manikier

co sobie go właśnie robiłam. A w środę, jak wrócił z gości
to mi się tak uporczywie uchylał od odpowiedzialności
żem w końcu uległa zdyszana bo jestem słaba niewiasta
i wypadł mi z białej dłoni ten duży wałek do ciasta.

A w czwartek? Och moja pani, niech pani już lepiej nie pyta
to aż strach opowiadać jaki z Dreptaka bandyta –
no bo jak można kobiecie uczynić taką rzecz
żeby jej telewizor przełączyć z serialu na mecz?

Oczywiście przepraszał i przełączył z powrotem
ale ja od tej pory nie wiem co przedtem, co potem
i kto się z kim ożenił. Za to nie dostał kolacji.
Och proszę pani on przecież prze wprost do konfrontacji!

Lecz jego niedoczekanie by w konflikt wciągnąć mnie mógł
ja tylko mu pokojowo wystawię walizki za próg.

Znane kobiety nago

Z

W moich Internetowych podróżach co i raz natykam się na mniej lub bardziej profesjonalne strony zajmujące się pokazywaniem znanych osób nago (lub półnago lub z wystającym tym i owym). Zjawisko to jest dość nowe w historii ludzkości (a przynajmniej mnie na historii o nim nie uczono) warto więc myślę – przyjrzeć mu się bliżej.

Zaobserwowałem, że publikowane w ten sposób zdjęcia dzielą się na trzy kategorie: profesjonalne sesje zdjęciowe, przypadkowe (lub nie) obnażenia przy okazji nazbyt luźnej konfekcji oraz zdjęcia różnego rodzaju paparazzich. Pierwsze dwie kategorie prezentują nam gwiazdy w pełnej kosmetyczno-photoshopowej krasie. Trzecia natomiast pokazuje je rozmemłane.

O ile mogę zrozumieć motywy kierujace popularnością kategorii trzeciej (to przecież krzepiące wiedzieć że Britney jest pasztet i tylko dobrze wychodzi na zdjęciach a jakaś rodzima gwiazdka roztyła się ostatnio ponad miarę dzięki czemu sprawiedliwości społecznej stało się zadość. A Clooney w gaciach i z brzuszkiem nareszcie wygląda jak Stefan czy Włodzimierz) i drugiej (wszak podglądactwo to popularne hobby) o tyle popularność kategorii pierwszej jest dla mnie nieco bardziej zagadkowa.

No bo tak: wiemy, że to co widać na zdjęciach jest owocem wytężonej pracy fotografa, kosmetyczki, fryzjerki, oświetleniowca no i last but not least – kolesia z Photoshopem. I w sumie kiedy przyjrzymy się dokładniej to i tak widać że to nie pomaga. A jednak ktoś kupuje te Playboye, w których kolejna Marysia czy Zosia z mydlanej opery pokazuje swoje niepublikowane w serialu wdzięki a mniej lub bardziej znana piosenkarka objawia światu naocznie dlaczego śpiewając ma tak krótki oddech. Czemu? Nie wiem. Tym bardziej że o kilka stron dalej figurują zdjęcia kobiet ładniejszych acz mniej znanych z twarzy.

Jednym słowem jeśli ktoś pokaże się w telewizji choćby w prognozie pogody – ludzie chcieliby go zobaczyć gołego. Lub choćby w gaciach. Czy zatem utrzymywana z publicznych pieniędzy telewizja nie powinna poszerzyć swojej misji i dopasować jej do upodobań widowni? Jeśli już musi być nudna to niech przynajmniej przy okazji będzie nudystyczna. Dość tego nabijania kiesy polskojęzycznym Playboyom i Hustlerom! Polacy nie gęsi żeby się mieli wstydzić swych telewizyjnych gąsek! A przy okazji zaoszczędzi się na konfekcji i zawód prezentera stanie się bardziej dostępny dla osób uboższych,których nie stać na garnitur od Hugo Bossa czy sukienkę od Diora.

Myślę że trzeba zebrać wymaganą ilość podpisów i pójść z tym do sejmu.

Saper

S

Saper jest bardzo potrzebny.
Saperzy niech trafią pod strzechy
śląc wszystkim wnerwionym i gniewnym
w krąg rozbrajające uśmiechy.

Saper ma spokój na twarzy
i mnóstwo potrzebnych cnot
przydatnych gdy komuś się zdarzy
w mur trafić kulą lub w płot.

Więc kiedy ci coś nie wypali,
gdy strasznie zawleczka się wlecze
to wezwij sapera z oddali
(najlepiej z saperką w duecie).

I zawsze, czyś w gminie, w powiecie,
czy wręcz w kancelarii premiera
pamiętaj że każdy na świecie
powinien mieć swego sapera.

Trybut (dla J. Kaczmarka)

T

Mnie też się marzy czasem kurna chata
najlepiej w jakiejś głuszy. I żeby śnieg napadał.
Z jakąś zimową dziewczyną, z którą się gorzej układa
z psem, białym mruczącym kotem, bez żadnych wieści ze świata.

Nie wiedziałbym kto odpłynął na czarne samotne wyspy
więc wszyscy żyliby wiecznie tak jak ich zostawiłem.
I żadne tam wielkie tragedie, i żadne losy zawiłe
nikomu by nie groziły. Szczęśliwi byliby wszyscy.

A ja bym rąbał drzewo, pod niebem gwieździstym dumał
i liczył słoje na drewnie i liczył na spodniach łaty
świat zostawiwszy przy kei na grubych, mocnych cumach

i wreszcie bym mógł w spokoju napić się ciepłej herbaty
bo żaden głos by nie umilkł i żaden człowiek nie umarł
w mym nieprawdziwym świecie na przyzbie kurnej chaty.

Szaroburu

S

Po szarym niebie pod wiatru wtór
suną biuściaste boginie chmur
a każda z nich jest muskularna
więc smukłe drzewo, słup, latarnia
przezornie patrzą w dół.

Baby wbijają w chmury but
i wschodnim wiatrem płyną na wschód
a ludzie idą ulicami
czując na piersiach i na krtani
siłę ich szarych ud.

W końcu powoli, w wieczoru skrzep
spływają poza okrąg nieb
albo o chmurę jak o żagiel
oparte – tracą równowagę.
Spadają nam na łeb.

Czeluście damskiej torebki

C

Jestem osobą ciekawą świata i jako taki odkryłem niedawno, że twierdzenie iżby wszystko na tej planecie zostało już odkryte jest tylko czczą przechwałką kartografów i globtroterów. Istnieje bowiem całkiem spora (jeśli ją zsumować) nieodkryta, nieopisana i nieobecna na mapach przestrzeń – wnętrze damskiej torebki. Nie znamy nawet dokładnego rozmiaru tego uniwersum. Mam poważne podejrzenia, że różni się on znacznie od rozmiaru jaki mogliby podać nam światowi producenci torebek (gdyby oczywiście istniało forum wymiany takich informacji w stylu “Handbag World Federation”).

Podejrzenia moje opieram na obserwacji. Oto na przykład jadę sobie pociągiem PKP (bo jako osoba ciekawa świata nie unikam ryzyka w czasie podróży) a naprzeciw siedzi kobieta w wieku dojrzałym. Obok kobiety siedzi jej torebka. I nagle rozlega się dzwonek telefonu komórkowego brzmiący jakby ktoś zadzwonił do proroka Jonasza uwięzionego w brzuchu wieloryba. Kobieta nerwowo otwiera torebkę i zanurza w niej rękę aż po łokieć poszukując telefonu. Szuka przez kilka sekund (głos dzwonka w miarę jej ruchów to przybliża się, to oddala) i w końcu decyduje się na krok desperacki – wysypuje zawartość torebki na siedzenie.

I tu właśnie dopada mnie właściwe wszystkim początkującym filozofom zdziwienie – porównując na oko rozmiar sterty wysypanych rzeczy z rozmiarem torebki zmuszony jestem skonstatować, że torebka, zupełnie niezgodnie z męską logiką i geometrią, jest większa w środku niż na zewnątrz. A skoro tak, to należy przyjąć że owe gapiące się teraz na mnie, rozwarte wrota są jednocześnie wejściem do innego wymiaru.

Co na to profesor Hawking? Co na to fizycy kwantowi i niekwantowi? Co filozofowie Kantowi i nie-Kantowi? Czy nie jest to trop, który prowadzić może do rozwiązania zagadki brakującej we wszechświecie materii? A może nawet więcej, może zagadka Trójkąta Bermudzkiego i tajemniczych zniknięć osób na całym świecie również może zostać w ten sposób wyjaśniona?

Ja w każdym razie nie nachylam się nad damskimi torebkami a jeśli muszę włożyć do nich rękę i czegoś poszukać (co i tak jest z definicji czynnością skazaną na niepowodzenie) trzymam się zawsze framugi albo kaloryfera. Nie ma głupich.

Liczę jednak, że znajdą się śmiałkowie i rasa ludzka podejmie się kiedyś eksploracji tej przestrzeni czy to na skutek przeludnienia czy wyczerpania się naturalnych zasobów naszej planety (a zapewniam wszystkich, że jeśli opracowana zostanie technologia przeróbki szminki i pudru na coś jadalnego, problem głodu zniknie na zawsze). Ja póki co wykonałem na własną rękę kilka próbnych ekspedycji wzorowanych na pierwszych wyprawach w kosmos – z podróży szczęśliwie powrócił chomik a kot wrócił żywy tylko poczochrany, wściekły i lekko różowy z boku. Dowodzi to, że wewnątrz torebki istnieje atmosfera w jakiej przeżyć mogą organizmy żywe i że jest szansa na kolonizację.

Panowie – nowy nieznany świat czeka na swoich Kolumbów i Vasco da Gamów. Te białe plamy to nie z pudru – to są białe plamy na mapie naszego wszechświata. Znowu będzie można podróżować, podbijać, kolonizować i strzelać z sześciostrzałowych koltów. Czas na nas.

Werbunek Dreptaka

W

Kaźmierz Dreptak oglądając w stołowym
teleturniej “On już wziął i ona wzięła”
poczuł się nagle agentem w stylu jamesbondowym
i zapragnął pracować w CeBeA.

Ech zamiast z małżonką Eugenią konsumować szpinak
(niedobrze wypłukany znów, bo w zębach chrzęści)
na raucie komuś ważnemu wsypać coś do wina
podjechawszy beemką jak inni agenci.

Zamiast się zastanawiać skąd na spłatę raty
za chiński telewizor wytrzasnąć dwie stówki
z bisnesmenem z pomorza urządzać regaty
zmusiwszy go uprzednio do wzięcia gotówki.

Lub w ekskluzywnym hotelu uwodzić posłankę
śpiewając jej pod oknem łzawe serenady
sfilmować wręczenie pierścionka i buchnąwszy w mankiet
odejść jesienną aleją albo świtem bladym.

Być Bergmanem kamery, Moniką Olejnik wywiadu
oraz Piotrem Kaczkowskim w sensie timbru głosu.
Casanovą sypialni, Maćkiem Kuroniem obiadu
oraz Mikiem Jaggerem pod względem gęstości włosów.

A gdy marzył już że prezydenta Busha
aresztuje razem z jego Condolizzą
to Eugenia widząc że się coś nie rusza –
jednym ruchem wyłączyła telewizor.

Małe zwierzęta w służbie partii

M

“Dziennik”: Istnieją raporty z badań prowadzonych na zlecenie peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Wynika z nich, że bezpieka próbowała wynaleźć superbroń – chciała zmobilizować na potrzeby tajnych operacji… muszki owocówki.

Czasy nastały takie że ufać nikomu nie można.
Mam w domu ferajnę muszek z gatunku melanogaster
z którymi pijam wino i dzielę moc innych doznań
od dziś już im się nie zwierzam. Nie. Nie ma głupich. Basta!

Złapałem wczoraj rybika (lepisma saccharina)
jak czytał moje billingi z miną zadowoloną.
A mrówki faraona, tak mi świtać zaczyna
raczej też nie donoszą tym swoim faraonom.

Mówią że w supertajnych laboratoriach MOSADU,
SANEPIDU i innych, gdzieś nad zatoką perską
próbuje się nawet zarazki werbować w szeregi wywiadu.
Okropne jest to współczesne nanodonosicielstwo.

Kategorie

Archiwum