AutorRafał Fagas

Pojedynek włoski

P

Za dwadzieścia pięć piąta rano
gdzieś na tle malowniczych Alp
przyszli bić się o swą ukochaną
dwaj wybitni fryzjerzy:
smukły Wojciech Obieżyn
i Sir Henryk Okrutny de Skalp

Jeszcze trawa pokryta jest rosą
ukochana odziana jest w szal
w dole kwiecie przez lud zwane “blossom”
na nim w pozie rycerzy
smukły Wojciech Obieżyn
i Sir Henryk Okrutny de Skalp

W silnych rękach nożyczki i brzytwy
i maszynki co golą na cal
Oj niepewny jest wynik tej bitwy
który będzie dziś nieżyw
smukły Wojciech Obieżyn
czy Sir Henryk Okrutny de Skalp?

Słońce krwawo błysnęło zza góry
i na głos sekundanta “cel, pal!”
wyskoczyły maszynki z kabury
przystępując do rzezi
rusza Wojciech Obieżyn
rusza Henryk Okrutny de Skalp

Ukochana zaś z krzykiem podbiega
jakże słodko dziś dzwięczy jej alt:
“Zaprzestańcie kochani w przedbiegach,
jutro pół mej plerezy
przejmie Wojciech Obieżyn
drugie pół dla Henryka de Skalp!”

Limeryki ze słowem “tapczan”

L

Chińczyk Li Chan, z praskich Hradczan
po robocie się walił na tapczan.
Żona chińczyka Li Chana
spychała go wtedy z tapczana:
“Dalejże! Posuń swój zad, Chan!”

Pewien turek z Ankary, Ben Agca
rzekł: “Niech żyje nam praca nakładcza!
Żono! Myśli mej racy
słuchaj: bierz się do pracy
a ja teraz się kładę na tapczan.”

Dreptak idzie na emeryturę

D

Kaźmierz Dreptak, jak kapitan łodzi
która wraca z mórz po długim rejsie
patrzy w okno. Dzisiaj trzeba zwolnić
wysiedziane miejsce w openspejsie.

Dzisiaj trzeba spakować kubek
z ciut wyblakłą od starości wiewiórką
podliczając w myślach ile razy
z niego kawę się wylało na biurko.

Admin, łezkę ocierając ukradkiem,
unieważnia Dreptakowi login
po czym nos wyciera w rękaw w kratkę
niby spinacz to podnosząc z podłogi.

Pani Jadzia (lat czterdzieści i cztery)
w rozpacz wpada i obgryza palce –
któż jej teraz będzie prawił dusery
w pokoiku przy kserokopiarce?

Szef wkurzony niczym jasna cholera
i od rana nie powiedział słowa.
Ech! Kto z młodych będzie umiał mu teraz
tak jak Dreptak przywazelinować?

A co Dreptak? Zjadł ostatnią brzoskwinię
i w milczeniu przygląda się pestce.
Piszą w prasie, że istnieje życie
gdzieś na rynku pracy, po czterdziestce…

Kły pro kło

K

Widziałem – w oknach się nie pali
więc wpadłem tutaj droga pani
proszę cię tę niezręczność pomiń
że wpadłem tu przez komin

Ref:
Ja chcę cię ssać tak jak wysysa się miętusa
no popatrz: kły zdezynfekuję spirytusem
Ja ze Stokera a ty z Bolesława Prusa
Ja ssać cię mussę
po prostu mussę

Ja chcę cię wyssać jak wysysa się ostrygę
niech tętent tętnic załomocze passodoble
nie jestem może Nosferatu, Fredy Kruger
lecz mam swój styl i mam przeciwsłoneczne gogle

Więc daj mi zosstać aż zasstanie nas świtanie
niech wysysanie nie narusza uczuć zrębów
jeśli nie lubisz peleryny to w pidżamie
popatrz przyniosłem nawet szczotkę dziś do zębów

Boli cię głowa? Zaraz minie nadciśnienie
Co do ksieżyca rownież jestem sspecjalisstą
Jak dasz mi possać może z tobą się ożenie
dla mnie ssexbombą jessteś, dla mnie jestes Misską

(A kiedy bedziesz moją żoną
może ci powiem że ten kołek
to trzyma się odwrotną stroną
ale tymczasem dalej! Ole!)

Ref:
Ja chcę cię ssać tak jak wysysa się miętusa
o marmur szyi dzisiaj zęby swe ukruszę
Ja ze Stokera a ty z Bolesława Prusa
Ja ssać cię mussę
po prostu mussę

Zderzacz hadronów Dreptaka

Z

Plotka zatrzęsła osiedlem z siłą jasnego gromu:
Dreptak ze szwagrem w piwnicy budują zderzacz hadronów!
Ponoć dozorca ich widział, wracając wieczorem od córki
jak potajemnie znosili rury, przewody i rurki,
baniaki jakieś, druty, moc papierowych toreb,
termos, kanapki z serem oraz kuchenny taboret.

(taboret, jak potem w śledztwie zeznała Dreptak Eugenia
miał służyć by w razie odkrycia móc przysiąść ze zdumienia).

Przez tydzień z ciemnych piwnic słychać było stukanie,
potem przez tydzień skrzypienie, przez tydzień bulgotanie,
aż wreszcie huknęło zdrowo, a cieć Papućko Jerzy
orzekł że pewnie Dreptak z sukcesem wreszcie coś zderzył,
że on to zna się na tym (bo wszak jest starą kadrą),
i że na słuch to niechybnie musiał być spory hadron.

Na dalszy ciąg tej historii nie trzeba było czekać:
Dreptak wyleciał z piwnicy śpiewając na glos “eeureeeka”
(z melodią trudno uchwytną, gdy przez osiedle bieżał –
– muzycznie coś między “sokoły”, “sto lat” i “czy ci nie żal”).

A nazajutrz ludność miejscowa jednogłośnie rzekła, że z powodu
tego zderzacza Dreptak ich w rozwoju posunął do przodu
i że skoro, jak sie mówi, hadron nie rozsadza nazajutrz czaszki
będą teraz kupować u Dreptaka jego słynną hadronówke na flaszki.
A o skutki okolicznych zderzeń niech sie martwi PZU i władza
bowiem wolność badań naukowych na tym właśnie się w skrócie zasadza.

Mały ksiądz (Sweeney Todd)

M

Żeby uwolnić się jakoś od Sweeneya Todda, który w wersji musicalowej chodzi za mną od kilku dni (a sami wiecie jakie to deprymujące) postanowiłem przetłumaczyć moją ulubioną piosenkę z tego musicalu czyli “Little Priest”. Utwór tryskający czarnym humorem a w dodatku posiadający wyjątkowo udany, angielski tekst. Czy powiodła mi się próba uratowania lekkości tego tekstu w języku polskim pomimo widocznego niedostatku wyrazów jednosylabowych? – ocenicie sami.

Mały ksiądz
(tekst własny, muzyka: Stephen Sondheim)

MRS. LOVETT:
To okropny wstyd…

TODD: Wstyd?

LOVETT:
Marnotrawstwo wręcz…
Taki z niego byk
Jak mu było?
Było?
Jest!
Chcesz to grzeb go lecz…

Biznes idzie źle
dług to duża rzecz.
Pomyśl że to dar,
prosto w gar.
Załapałeś pan?

Strasznie szkoda go
Bo wiesz, przy tej cenie mięs
jaka jest,
jej pułapie,
jeśli łapiesz…

TODD: Ha!

LOVETT:
Załapałeś!

Weź na przykład, Mrs. Mooney i jej sklepik!
Jak się ładnie kręci a to tylko koty oraz tost!
A kociaki tu w Londynie jak wieszaki chude wprost
i z pewnością znacznie gorszy mają smak!

TODD:
Pani Lovett, cóż za czarujący wniosek

LOVETT:
Cóż, po prostu mi żal…

TODD:
Tak praktyczny
że to się nie mieści w głowie!

Pani Lovett, jak bez pani
żyłem tyle lat, no słów mi brak!
Co za słodki plan!
Świeżo upieczony pan!

LOVETT:
Pomyśl tylko!
Bród niebawem, ja Ci mówię
do golenia będzie w bród,
Czyż nie?
Marszem
farsz do
Ciast!

TODD:
No cud!
Bród w bród!

TODD:
Czy słyszysz dźwięk którym dźwięczy świat?

LOVETT:
No, panie Todd?
No, panie Todd?
Cóż to za dźwięk?

TODD:
Chrupania dźwięk! Brata tak chrupie brat!

LOVETT:
Tak, panie Todd!
Tak, panie Todd!
Jakbyś pan zgadł!

TODD:

To podgryzania bliźniego jest chrzęst!

OBOJE:
Co zrobić kiedy nasz świat taki jest?

TODD: (mówi) Mamy ciężkie czasy pani Lovett.
A jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta.

LOVETT:
No to patrz ! Świeży i prosto z pieca!

TODD:
Co to jest?

LOVETT:
To ksiądz. Niezbyt duży ksiądz.

TODD:
Czy to dobre jest?

LOVETT:

Aż za dobre jest wprost!
Poza tym, ma ciało nietknięte przez grzech,
świeży jest za trzech.

TODD:
Ale gruby ciut.

LOVETT:

Tylko koło ud.

TODD:
Ponoć tu w Londynie poetów jest w bród?

LOVETT:

Ale wiesz, z poetą masz problem
czy padł już na dobre czy śpiąc?
Lepszy ksiądz!

LOVETT:
Prawnik niezły jest.

TODD:

Gdy go długo piec…

LOVETT:
Ale popij go po kolacji
bo od apelacji to spec!

TODD:
Jakiś biały kruk?

LOVETT:
Czy by, znając twój patriotyzm
oficer piechoty być mógł?
Dba o czystość nóg.
Chociaż smak zależny od stanu jest dróg…

TODD:
Czy szef straży,
tam się smaży?

LOVETT:
Niee, on leży na plaży.
Sprzedawca to warzyw!

TODD:

Król sałat?
Raczej prałat!

LOVETT:
Skąd zielony na twarzy
by był?

TODD:
W historii zwykle na ciele mas

LOVETT:
Niepotrzebny grób,
to ogromny plus dla krewniaków!

TODD:

pasożyt z góry bezczelnie sie pasł!

LOVETT:
Tyle męskich bród,
potencjalne bogactwo smaków!

TODD:

Ożywcze będzie dla walki klas

OBOJE:
gdy masy górę skosztują choć raz!

TODD: Co to jest?

LOVETT:

To chłop.
Pewnie słucha pop.
Wewnątrz bułek zaś hamburgera
prawdziwy rozpiera się szkop!
A to danie dnia —
Pasztet z politykiem pieprzonym
podwójne, wzmocnione
ma dna.

TODD:
Nie wiem co to da,
bo przecieku źródłem się stanie raz dwa!

LOVETT:

Chociaż ciecze
się upiecze!

TODD:
Lecz mój brzuch przy kolacji
nie znosi sensacji!

LOVETT:

Aktor gruby,
prosto z próby?

TODD:
Głupich nie ma! Niech trema go żre!
Wpadnę tu jeszcze kiedy SĘDZIA będzie w karcie!

TODD:
Obsłużyć trzeba jak każe plan

LOVETT:
Tak, tak, ja wiem mój śnie!

TODD:

Klientów takich jak trafią się nam!

LOVETT:
Tych z wyżyn i na dnie!

TODD:

Tu każdy szansę ma pół na pół
Tak! Kiedy trafi już,
na okrągły nasz,

OBOJE:

na okrągły nasz
stół!

Przejście na emeryturę

P

Na nową (choć już niedługą) drogę swojego życia
przyjmij nasz emerycie ten oto czek bez pokrycia.
Byś wiedział w dzień jesienny, nieco chłodnawy i mokry
że i nam (tak jak tobie) trudno jest już coś pokryć.

Chętnie byśmy Cię również, tak jak w Rzymie herosa
ubrali w wieniec laurowy ale cóż: on na włosach
(tak jest skonstruowany) powinien się opierać
a liczba ich na Tobie zdąża w kierunku zera.

Przyjmij od całej załogi ten symboliczny goździk
(nieco sfatygowany lecz przy transporcie go zmiął Zdzich)
Bądź szczęśliwy na rencie! Ze swoich osiągnięć dumny!
Przyjmij ten, jak to mówią: pierwszy goździk do trumny!

Kompletnie

K

Poskładany na powrót, staję przed ściennym lustrem
i przyglądam się sobie. Nie bój się. Nie będzie powtórki
z wiersza o panu Cogito. Bo choć, jak mówią: “już z górki”
to poskładany na powrót mam wszystko. Nawet trzustkę.

Lecz kontemplując przed lustrem swoje części przednie i zadnie
zdarza mi się przymierzyć na przykład Twoją głowę
te oczy orzechowe i kości policzkowe
chociaż nie, na mnie chyba nie wyglądałyby ładnie.

Więc zdejmuję je z żalem (a jest to ten rodzaj żalu
że w garniturze z Vistuli nie przypominam Brosnana).
Na Tobie wyglądają pięknie, od części lepsza jest całość,

a mnie ciężko by było przekonać do sukienek po same kolana.
Bardzo ładnie mnie dzisiaj skręciłaś. W każdym calu.
Zrewanżuję się gdy będziesz ciut obluzowana.

Nasi gnębiciele

N

Nasi gnębiciele wymagali od nas
radosnej pieśni, tańca z przetrąconą stopą
z wybitym rytmem na koślawym bruku
Żądali pieśni w te chłodne poranki
kiedy się wietrzy domy po umarłych
gdy stygną meble gdy się myje okna

Myśmy tańczyli przestępując rytmy
obchodząc wkoło pilnując się murów
w których muzyka zostawiała dziury
i pięciolinie po spoconych palcach

Na smyczy smyczka stąpaliśmy wokół
jak gdyby stopy miały wygnieść wino
z tej ziemi suchej ciągle jeszcze suchej

Przerzutki

P

1.
Na co mi plaża i molo i Sopot
wystarczą gwiazdy i głośny pisk opon.
Gdy się rozlega dźwięk mojego dzwonka
drżą ekspedientki w markecie “Biedronka”,
więc będziesz moją jak tylko zajadę
pod twą hacjendę swoim jednośladem.

Ref:
Ja Cię położę
(gdzieee?)
a na motorze
(łeee)
dla bezpieczeństwa
kask tylko założę

Jak Cię to bierze
(taaak?)
to na rowerze
(aaach)
w drodze do Ełku
na twardym siodełku.

2.
Nie potrzebuję kusić kabrioletem
by pod gwiazdami mieć każdą kobietę.
Tylko ja jeden wiem jak pięknej damie
umościć łoże na stalowej ramie,
więc opór będzie żałosny i krótki
skruszę go dźwiękiem mej nowej przerzutki.

Ref:
Ja Ci dogodzę
(gdziee?)
na hulajnodze
(jeee)
kiedy z roboty
dziś wpadnę po drodze

Zadziałam bolcem
(gdzieee?)
na deskorolce
(he?)
kupionej w Makro
za niewąską forsę

3.
Mąż już niejeden w oburzeniu zastygł
znajdując ślady smaru z tylnej piasty
a Ty zmęczona leżąc pod pedałem
pociesz się bystrym pieśni tej morałem
że kiedy syty w nieznane odjadę
zostaniesz w sercu tylko z jednym śladem.

Kategorie

Archiwum